poniedziałek, 1 września 2014

Szydełkowy piórnik i filcowy miś.

Dziś początek roku szkolnego.
Na jego rozpoczęcie idealnie pasuje post z piórniczkiem.

Piórnik został wyszydełkowany przez starszą córkę, dla ośmioletniej kuzynki (mojej małej siostrzenicy) z okazji urodzin, które przypadają na koniec sierpnia.

Szycia tutaj nie ma za wiele, jedynie suwak i doszyte drobne elementy pyszczka, więc i rozpisywać się nie ma nad czym, jednak uważam, że piórnik jest przesłodki i warto go pokazać, szczególnie w taki dzień, jak dziś.
Podarowała jej również, widoczne na zdjęciu astry, które sama wyhodowała z nasionek.
Znając szaleńcze upodobania kuzynki do różowego, wszystko musiało być w przesłodkim jego odcieniu :)
Różowy, szydełkowy piórnik świnka
Młodsza sprezentowała filcowego misia. Umiejętność filcowania nabyła podczas wakacyjnych warsztatów z Roszpunką. Misiowi dostał się różowy kwiatuszek!
Filcowy miś
Ostatni rzut oka na słodkie różowe gadżeciki, by później dowiedzieć się, że...?
filcowy miś, szydełkowy piórnik świnka
...że ośmioletnia kuzynka właśnie zakochała się w kolorze fioletowym... o.O
No cóż, zupełnie jak ciocia Wioletta...
Na szczęście ma młodszą siostrę, która przejęła różową pałeczkę, więc nic się nie zmarnuje i wszystko zostanie w rodzinie ;)

Dobrze, że chociaż jeden aster zakwitł na tak pożądany kolor!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ognisty patchworkowy bieżnik

bieżnik patchworkowy
Zapomniana Pracownia swoim wpisem "nieaktualnym" przypomniała mi, że i ja takie nieaktualności mam w zanadrzu.
Dwa lata temu (matko!) uszyłam bieżnik, którego zupełnie zapomniałam pokazać. We wpisie o moim pierwszym patchworku pokazywałam Wam jego początek, a później bieżnik przepadł jak kamień w wodę. Oczywiście wirtualnie, bo realnie sobie żył i miał się dobrze.

Jak to mówią... co się odwlecze, to nie uciecze, a może nawet zyska na urodzie? Przecież gdybym zrobiła mu zdjęcia wtedy, to w życiu nie udałoby mi się uchwycić jego urody i ognistości ognistej. Wtedy robiłam... całkiem inne zdjęcia :P
Z okazji wczorajszych imienin córki, upiekłam sernik (numer jeden na liście jej ulubionych ciast) i podczas studzenia, pozował dzielnie z bieżnikiem.

Fajnie mieć bloga i móc cofnąć się w czasie. Przy okazji szukania wpisu z bieżnikiem, znalazłam wpis o poduszce, o której zapomniałam, że w ogóle taką szyłam!
bieżnik patchworkowy całość
Ostatecznie zdecydowałam się na pikowanie lotem trzmiela. Jak takie pikowanie wykonać, znajdziecie we wpisie poświęconym stopce do pikowania.
bieżnik patchworkowy narożnik lamówka
Lamówkę przyszyłam z innej bawełny, bo bardzo inteligentnie pociachałam cały podarunek na kwadraciki i otrzeźwienie przyszło wtedy, jak przepikowany bieżnik czekał tylko na nią. Dzięki pomocnym informacjom IK, gatunkowo dokupiłam to samo, jedynie odcień czerwieni inny, więc jest jeszcze bardziej... ogniście.
No cóż... to był mój pierwszy raz, więc euforia podczas tworzenia w pełni zrozumiała.

Pamiętam jak się cieszyłam, że tak fajnie wyszło (kto by się lekko rozjechanymi kwadracikami przejmował), na co mój mąż (upierdliwy w detalach do granic) odparł:
- No... nawet. Jak na twoją wadę wzroku, to całkiem, całkiem.
- o.O
bieżnik patchworkowy narożnik lamówka
 Pod spód użyłam białego lnu, dlaczego białego akurat...? Nie wiem. To się nazywa tajemnica natchnienia.
bieżnik patchwork lamówka i spód
Jest to najlepszy bieżnik jaki kiedykolwiek miałam i na razie mam. Nic nie pływa, nic nie jeździ, nie przesuwa się, jest stabilny (przez powyższe atuty, uwielbiany również przez męża), jest pierwszy, jest wygrany i zawsze przypominać mi będzie Róg Renifera ;) *

* Post jest kontynuacją wpisu o ognistym bieżniku. Jeżeli cokolwiek jest niezrozumiałe, przeczytanie tamtego wszystko wyjaśni.


EDIT:
Dla ciekawych, podaję link do przepisu na serniczek ze zdjęć.
Ode mnie małe co nie co. Sernik wyszedł mega puszysty i rewelacyjny. Trzymać się przepisu od A-Z i wyjdzie. Nie dałam laski wanilii, bo nie miałam, tylko zapach waniliowy, ale to mu akurat nie zaszkodziło :)
http://niebonatalerzu.blogspot.com/2014/04/bardzo-puszysty-sernik-waniliowy.html

środa, 30 lipca 2014

Albercik i Bezimienna Wioletta z Szafy, czyli ciągle BWzSz

Przerwa na blogu z powodu udomowienia Bezdomnej rodziny. Kto śledzi na FB ten jest w miarę  na bieżąco.
Całkowite udomowienie przechodzi trochę opornie, bo mieszkamy na budowie, czyli pełnym placu boju. Nudy nie ma, możecie mi wierzyć :D

Mieszkamy chwilowo, całą rodzinką, w jednym, otynkowanym ledwie (surowym jak loft) pomieszczeniu... tak integracyjnie. Sieć elektryczna jest tak wysoko rozwinięta w mieszkaniu, jak pozwoliła na to ilość i długość przedłużaczy ^_^
Kącik szyciowy, w miarę wyodrębniony, jednak nie ma gdzie wpiąć wtyczki od maszyny... deficyt przedłużaczy - zakaz kupowania nowych.

Na moje pytanie:
- czy dałoby się dociągnąć prąd do maszyny jakoś...?
uzyskałam szybką odpowiedź:
- a nie możesz sobie dociągnąć maszyny do prądu?

Moje maszyny chwilowo dalej w kartonach - gabaryty.
Helenka Łucznika jest za to maszyną bardzo mobilną i jak coś muszę na już, to szyję nią prawie że na kolanach ;)

Żeby się zrelaksować, pobyć z dziewczynami (nie tylko z ekipami na budowie, które co rusz to się zmieniają), zorganizowałyśmy warsztaty z Roszpunką, która to jeździ po całej Polsce i takie warsztaty na życzenie chętnych prowadzi. Kto ciekawy, jakie potrafi słodziaszne misie odczynić, niech pędzi do niej oczy nacieszyć.

Spotkanie SUPER! Zresztą jak zawsze z częstochowiankami :D

13 kobiet w wieku od 13 do 13 razy X (nie wdawajmy się w szczegóły), każda dostała gąbkę, zestaw igieł do kłucia, czesankę w wybranych kolorach i oczywiście opiekę naszej misiowej guru na życzenie.
Każdej tłumaczyła i pokazywała tak samo, a wśród powstałych misiaczków, nie było dwóch takich samych... dacie wiarę?:D Każdy różnił się nie tylko kolorem, ale rozmiarem, kształtem, a nawet miną pyszczka :D

Jeden dzień, kilka godzin, wypita wspólnie kawa, zjedzone sałatki, słodkości i owoce, a efekt... poniżej możecie zobaczyć, jakiego mnie się udało Albercika utłuc igiełką z czesanki.
Rano sesja odbyła się na budowie, w ogródku i w dziczy podwórka.

Żeby nie było, że post całkiem nieszyciowy, to w kilka minut uszyłam mu ręcznie czapeczkę (w grochy), bo słoneczko świeci, a nawet praży.

Uwaga: wszystkie misiowe kończyny, a nawet głowa, są ruchome i to jest czad!

Poniżej rozkoszny miś wykonany na szydełku przez Roszpunkę.
To była ekspresowa wymianka Roszpunki i starszej mojej na ich szydełkowe wytwory.

Roszpunka dostała szydełkowego słonika - mikruska, do którego zapałała miłością od pierwszego wejrzenia, a starsza szydełkowego misia, o którym marzyła i wzdychała od dłuższego czasu. Teraz jest pełnia szczęścia :D
Słonik jest niewiele większy od serduszek.

Miś nie jest jeszcze ubrany, wkrótce ma się to zmienić, a na szybko dostał w łapki serduszka wydziergane przez starszą.

Wracając do tematu... z Bezdomnej stałam się Bezimienną, bo jakoś żadna nazwa nie łapie mnie za serce póki co. Dylemat jak diabli. Tak na marginesie, to... nawet szafa została na starym miejscu, więc jestem w totalnej rozsypce i nie wiem jak się pozbierać.
Any ideas?

niedziela, 13 kwietnia 2014

06 - weekend w biblioteczce - Słownik odzieżowy


Ostatnio dotarła do mnie książka pt. "Słownik odzieżowy", na którą długo polowałam. Przed zakupem miałam możliwość zajrzenia do środka, dlatego wiedziałam, że koniecznie muszę ją mieć. Za każdym razem kiedy sprawdzałam aukcje, nie pojawiała się, ale kiedy już ją upolowałam, kupiłam i otrzymałam, to zobaczyłam... (o ironio!) kolejne 4szt. możliwe do kupienia. Heh :)

Autor: Zbigniew Parafianowicz
Tytuł starszych wydań: "Szkolny słownik odzieżowy" (moja sztuka jest z roku 1995, wydanie III)
Format:14,5 x 20,5
Liczba stron: 192
Oprawa: Miękka

Książka wewnątrz zawiera to, co zawierać powinna, czyli objaśnienia haseł występujących w dziedzinie odzieżownictwa.
Słownik zawiera 685 haseł zgrupowanych w 12 rozdziałach tak, jak możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu.
W każdym rozdziale hasła podane są w porządku alfabetycznym, natomiast wszelkie hasła przedstawione w książce są zawarte w indeksie z tyłu książki, również alfabetycznie, aby możliwe było szybkie znalezienie interesującego nas terminu, bez znajomości tego, do jakiej grupy haseł należy.

Do niektórych haseł przyporządkowane są rysunki, ułatwiające kojarzenie znaczeń.
Nie ma co się rozpisywać za wiele na jej temat. Jak sam tytuł wskazuje, jest swego rodzaju encyklopedią. Jeżeli nie wiemy co to jest godet, plisa, kontrafałda, punkt pomiarowy, ryps czy figura nietypowa, to sięgamy do tej książki i wszystkiego się dowiadujemy.
Wg mnie jest świetna i bardzo przydatna. Poniżej możecie zerknąć do jej środka.






LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...